Technet Olsztyn omijajcie z daleka


Remont mieszkania to zawsze spore zamieszanie, ale i spora radość, że wreszcie będzie się miało porządnie wykończone mieszkanie. Naszą przygodę z remontem zaczęliśmy na początku września 2009. Przyszedł czas na wybór wykonawcy mebli kuchennych oraz szafy do zabudowy. Z polecenia wybraliśmy Technet z Olsztyna. Chłopaki pomierzyli co trzeba, projekt powstał szybko i wszystko szło jak trzeba. Do czasu…

Pierwszy termin mieliśmy umówiony na przełomie września i października. Chłopaki przyjechali na początku października i zamontowali kawałek szafy, resztę mieli wstawić następnego dnia, ale nie przyjechali na czas i dokończyli tylko “kawałek kawałka”. W efekcie mieliśmy same półki, bez drzwi (czy suwanych skrzydeł). Czekaliśmy… Po jakimś miesiącu (!) doczekaliśmy się pierwszego skrzydła drzwi. Yeah! Dlaczego nie przywieźli skrzydła z lustrem? Podobno się “uszkodziło w trakcie transportu”. Poirytowani czekaliśmy dalej. Kolejne terminy przekładane i głupie tłumaczenia. W końcu dostarczyli i zamontowali drugie skrzydło z lustrem po… kolejnym miesiącu oczekiwania! Masakra. W międzyczasie wykryliśmy kilka detali, które zostały spaprane przez wykonawcę: brak “szczotek ochronnych” na drzwiach, zepsupa półka w szafie (przewiercona na wylot, krzywo wkręconym wkrętem), półtora centymetrowa szpara z prawej strony szafy (coś poszło nie tak z pomiarami). Wydawałoby się detale, góra 10 minut roboty. Zgadnijcie, ile czasu czekaliśmy na ich naprawienie. Tak, kolejny miesiąc! Dokładnie dziś, 22 grudnia 2009 poprawki “zostały wykonane”. Napisałem w cudzysłowiu, ponieważ nie dało się uniknąć fuszerki i tu – do zamaskowania szpary z prawej strony szafy posłużyła listwa w zupełnie innym kolorze, do tego za krótka i na dole widnieje prawie 10 centymetrowa dziura!. Efekt powalający :/, jednak wykonawca nie widzi problemu i nie zamierza usunąć usterki.

Zapomniałem wspomnieć o tych wszystkic fuszerkach. Opis nie oddaje pełnego obrazu sytuacji, bo wykonawca odwiedzał nas przynajmniej kilkanaście razy, ciągle  pozostawiając albo niedoróbki, albo zapominając czegoś zrobić. W efekcie sprawa ciągnęła się miesiącami, aby ciągle wydzwanialiśmy i prosiliśmy o dokończenie roboty. A, i jeszcze przypomniało mi się, jak zamontowali drugie skrzydło drzwi do szafy – od strony wewnętrznej całe było dokładnie pokryte sporą warstwą jasnego pyłu z warsztatu i w efekcie wszystkie ubrania i inne rzeczy, które były w szafie zostały dokładnie wybielone. Zauważyliśmy to już po montażu i jako, że są to drzwi przesuwane, trzeba było włazić do szafy żeby je wyszyścić, a i tak nie wszędzie dało się dotrzeć. Ostatni fragment wyczyściłem dziś, gdy “fachowcy” zdjęli skrzydło do montażu szczotek i regulacji (bo coś obcierało przeraźliwie podczas przesuwania). Takich “smaczków” była cała masa, aż nie chce mi sie o nich rozpisywać.

Równolegle do szafy powstawała kuchnia. To było dopiero niezłe! Jak napisałem na wstępie, projekt szybko został wykonany, jednak po jakimś czasie trzeba było zaplanować rozkład od nowa, bo wykonawca gdzieś zgubił poprzednie ustalenia. Zanim w kuchni pojawiły się pierwsze mebe, trzeba było kolejny raz przypominać wykonawcy szczegóły projektu. W końcu z kilkutygodniowym poślizgiem pierwsze elementy mebli kuchennych znalazły się w naszej kuchni. Sam montaż kuchni nie różnił się niczym od montażu szafy – wielokrotne wizyty, bo ciągle coś było nie tak: a to zapomnieli o półkach, a to zrobili coś krzywo, a to “naprawiając” jeden element, psuli inny.

W pewnym momencie sytuacja zrobiła sie już żenująca. Podsumowując realizację tych usług, prawie ani razu (są 2, słownie dwa wyjątki) wykonawca nie stawił się w umówionym terminie, nie dzwoniąc żeby przełożyć lub odwołać wizytę. Zero szacunku dla klienta. Gdybym oferował usługi na podobnym poziomie moim klientom, już dawno poszedł bym z torbami. No ale cóż, chyba jestem za miękki, bo jakoś trudno było mi wymóc na wykonawcy rzetelność. Kiedy już w końcu uporali się z postawieniem mebli kuchennych, stała się rzecz wręcz kuriozalna. Za ostatni element kuchni, prosty barek, wykonawca zażyczył sobie dodatkową opłatę, jak to określił “700-800 pln” – kawałek blatu i dwie dechy. Od początku ów barek “brał udział” w projekcie, jednak dopiero na końcu okazało się, że wypadł z kosztorysu, ale tak to jest, jak się ustala coś “na słowo”. Od tej pory nawet najdrobniejszą rzecz, nawet jak umawiam się ze znajomym, spisuję warunki na piśmie, bo później nie ma żadnych podstaw do dochodzenia swoich roszczeń. Jak to się mówi, za gapowe się płaci.

Do tego wszystkiego dołożę poziom samego wykonawcy, który obniżał się wraz z upływem czasu makabrycznie. O ile na początku wszystko było, jak to się mówi, “ładnie, pięknie”, tak dziś już szły z jego strony bluzgi. O jakiejkolwiek uprzejmości nie ma co mówić już od ponad miesiąca, ale te bluzgi to już przegięcie na maksa. Ja jestem “niespotykanie spokojny człowiek”, ale dziś aż mnie zatkało. Na szczęście nie dałem się sprowokować i tak zwana zima krew (a w środku aż się gotowało) została zachowana.

No, ale pomijając sprawę tego barku, o którą sam się prosiłem przez nadmierne zaufanie, jakim obdarzyłem wykonawcę, cała przygoda z firmą Technet była przykładem najbardziej żenującego pokazu fuszerki, jaki w życiu miałem okazję oglądać na własne oczy. “Klient nasz Pan” to zdaje się obcy dla tej firmy termin. Myślałem, że takie rzeczy to tylko w Uwadze TVN. Niech to będzie przestrogą dla Was, żebyście omijali Technet z Olsztyna szerokim łukiem i zawsze żądali wszystkiego na piśmie.

W następnych postach będę opisywał kolejnych “fachowców”, z którymi mieliśmy do czynienia przy okazji tego remontu.

Ps. na początku mieli jeszcze montować nam nowe drzwi, ale na szczęście w porę zleciliśmy to innemu wykonawcy i czekaliśmy… kilka godzin na załatwienie sprawy. Można? Jak widać niektórzy sobie radzą.

Pss. ciekaw jestem, czy innych klientów traktują z równą powagą, jak potraktowali nas, czy po prostu zobaczyli parę “gówniarzy” i pomyśleli sobie, że nie muszą się starać?

, , , , ,

  1. No comments yet.
(will not be published)

  1. No trackbacks yet.